niedziela, 17 października 2010

juanitki

XXX

nie chce się zamknąć
uruchom ponownie
taki system
a tu nie wolno się oglądać za siebie
i bezpieczniej nie rzucać kamieniami
lepiej w jakiegoś pana merdać ogonem
wtedy on całą winę przyjmie na siebie

a za surreconnectem
wciąż spacerują po niebie chmury zwierząt
fotografujesz mnie mrugnięciem oka
przy czym zapala się drugie niebo
tiger tiger burning bright
bez przysłony bezwstydnie
rozszerzam źrenice by połknąć cię absolutnie cię połknąć
rozszczepiam się dopiero o twoje rzęsy których nie pamiętam

sąsiedzi musieli utonąć już dawno temu
pływają po powierzchni i nikt nie zakręca wody
a u mnie falują firanki
wybrzmiewają twoje ubrania w szafach
dryfują ostatnie myśli zanim
stanę się rzeczą pod wodą
i przestanę to odbierać personalnie

zwijam żagle i idę na górę
popytać jak się przechodzi przez to na sucho

XXX



XXX

posłuszna
zanim zamkniesz drzwi obiecuję
że utrzymam się na kruchych gałęziach nocy
i rano w oczy pozwolę ci odczytać moje
sny pomiędzy chcę a mogę
zagrać z tobą w cztery kąty
z każdego wyjdę inna
piąty i tak rozpozna mnie we mnie

tak teraz
możesz mnie teraz przesypać przez palce
zasiać tam gdzie posadzilibyśmy domek
taką obcą taki nieobecny

 ***

sny malarzy - sny poetów : tryptyk Bosha (kakofonie i bełkoty:)

Wiem, że mnie prowadzisz do śmierci, wspólnego miejsca żyjących (Hiob 30,23)



pójdzie od lewej
zobaczysz jak się zaczyna kiedy się tak kończy

nie ma tu ptaków
wybrzmiewa za to bez końca requiem dla ciała
precyzyjnie jak ostrze skalpela oferują
lekarzy instruktażowe wycieczki do wnętrza brzucha
więc zostaje mu drgający słup powietrza – temat ewy na flet sprzeczne
z rozsądkiem proszę pana dmuchać
kiedy jest się tylko domkiem z kości

mówisz mieszkała we mnie supersymetria
teraz jestem struną harfolutni

w poprzednim wymiarze
nie było tak bardzo lepiej
jednak lubił dzień skrzeczący kolorami papuzich piórek
wskoczyć w tęczową kulę w inną konstelację ciał
konfigurację z inną aż
rozproszyłaś mu się w dziesiątki krzywizn
które definiuje szukając tego czego
tego smaku słodko gorzkiego tego źródła
czasem jest gorzej wtedy zamyka się w błękitnej kuli
i wypuszcza na wodę

mówisz być ptakiem
koralikiem oka rozliczać z przesady

do tego zmierzam
na początku był kontekst
on nieograniczony ty niesamoistny
ona prezent umykający wzrokiem wymknijmy się
wypuśćmy spojrzenia na zwiady poślijmy dłonie
podzielmy się słodko gorzko owocem
co rano rozszczepiajmy sny
i sczytujmy z siebie runy czasu
teraz wymknijmy się
okolicznościom przeżyjmy naszą historię
zanim kot opowie ptaki rozniosą ją po swojemu