no nic
jeśli to sobota pójdzie sączyć czas do kuchni
z widokiem na jutro
wie na życie trzeba sobie zasłużyć
umierać we śnie na wiele nietypowych sposobów
i w każdy sposób ostateczny
nie tak jak ta z naprzeciwka co nie była wcale taka stara
że przyszli do pękniętej żyłki
a może to była jedwabista nić
z jakich utkane są zdjęcia które obejrzą wszyscy
i powiedzą była bardzo intensywnie
trzeba co noc być bardziej
bryłką wessaną bryłką przeżutą w ciemności
szukać miejsca
gdzie coś bardzo bolało i przestało
znaleźć nic tylko fale ołowiu po brzegi
o tak
na życie trzeba sobie zasłużyć
spełnić absolutne drobiazgi potem
usiąść i czekać aż dosięgnie
świat według feig
niedziela, 27 marca 2011
sobota, 12 marca 2011
ciasteczko
przysłowie chińskie wie lepiej
niż piszący je chińczyk
idzie drogą którą inni odrzucą
ona teraz
na samotność sprowadza koty
do drugiego domu
gdzie siada w oleandrach
i wyszywa mapy pamięci
czasem szuka na sobie tatuażu z różą
(a jak całuje? a do krwi)
w małżeństwo łatwiej wślizgnąć się
niż w skórę tygrysa
gdakać kulturalnie nad filiżanką tik
wysiedzieć pociechę tak
miło z twojej strony ale nie trzeba
zreszta rano już się uśmiercałam
ze skutkiem pozytywnym
(nie pisnąć o tamtym)
niż piszący je chińczyk
idzie drogą którą inni odrzucą
ona teraz
na samotność sprowadza koty
do drugiego domu
gdzie siada w oleandrach
i wyszywa mapy pamięci
czasem szuka na sobie tatuażu z różą
(a jak całuje? a do krwi)
w małżeństwo łatwiej wślizgnąć się
niż w skórę tygrysa
gdakać kulturalnie nad filiżanką tik
wysiedzieć pociechę tak
miło z twojej strony ale nie trzeba
zreszta rano już się uśmiercałam
ze skutkiem pozytywnym
(nie pisnąć o tamtym)
poniedziałek, 17 stycznia 2011
tam
tam mnie nie ma
gdzie pod całunem powieki
prześlizgnęła się jaszczurka
teraz wyschnie i rozsypie się w mozaikę
równoległych światów
które wysycają kolorem tęczówkę
nie da się odkryć nie da podbić
choćbym - równoległa ja -
została konkwistadorem z
białą skórą i ramieniem pod papugę
która zna wszystkie kody
i nie zna litości
pod powieką gdzie mnie nie ma
światy budza się i przeciagają
w swoich nieskończonościach
flirtują i giną w imię jakiegos bóstwa
gdy mój czas kurczy się
wysycha i rozsypuje w mozaikę
gdzie pod całunem powieki
prześlizgnęła się jaszczurka
teraz wyschnie i rozsypie się w mozaikę
równoległych światów
które wysycają kolorem tęczówkę
nie da się odkryć nie da podbić
choćbym - równoległa ja -
została konkwistadorem z
białą skórą i ramieniem pod papugę
która zna wszystkie kody
i nie zna litości
pod powieką gdzie mnie nie ma
światy budza się i przeciagają
w swoich nieskończonościach
flirtują i giną w imię jakiegos bóstwa
gdy mój czas kurczy się
wysycha i rozsypuje w mozaikę
piątek, 12 listopada 2010
surreconnect
za trzy punkty myslę o czymś
w tym pokoju
snapshot przez który widać wstecz
zawsze tą samą sekundę
kiedy całe słońce mieściło się pomiędzy żółtym a czerwonym
i pod mostem z traw
moja odległa od tej samej sekundy o milimetry dłoń już nie dogoni mnie
w tym pokoju pierwsza ja
nawet gdyby się cofnąć o te milimetry
tak tu ciasno że gdyby się cofnąć trzeba by się oprzeć a ty
znowu mówisz do mnie zbyt blisko i blisko
ocieplenie klimatu dlatego mogliśmy tam spędzić ten sen
z powiek odpłynąć od brzegu płetwy rzęs na wyciągnięcie ręki
mój lęk który chowam pod zapachem migdałów
w południe i tak słońce pokryje nas glazurą wanilii sklei usta
i pozostanie mi poprowadzić cię brzegiem
po drodze wyłuskując z odcieni czerwieni i brązu
emaliowane krzywizny tak dopasowane do oka jak one pachną jak tak
zwalniam tak sprawdzam czy wciąż jesteśmy sami
jeśli nie ze mną to z nikim zanim to z kim
zanim słońce schowa się pod tym mostem zatrzymaj
w tym pokoju
snapshot przez który widać wstecz
zawsze tą samą sekundę
kiedy całe słońce mieściło się pomiędzy żółtym a czerwonym
i pod mostem z traw
moja odległa od tej samej sekundy o milimetry dłoń już nie dogoni mnie
w tym pokoju pierwsza ja
nawet gdyby się cofnąć o te milimetry
tak tu ciasno że gdyby się cofnąć trzeba by się oprzeć a ty
znowu mówisz do mnie zbyt blisko i blisko
ocieplenie klimatu dlatego mogliśmy tam spędzić ten sen
z powiek odpłynąć od brzegu płetwy rzęs na wyciągnięcie ręki
mój lęk który chowam pod zapachem migdałów
w południe i tak słońce pokryje nas glazurą wanilii sklei usta
i pozostanie mi poprowadzić cię brzegiem
po drodze wyłuskując z odcieni czerwieni i brązu
emaliowane krzywizny tak dopasowane do oka jak one pachną jak tak
zwalniam tak sprawdzam czy wciąż jesteśmy sami
jeśli nie ze mną to z nikim zanim to z kim
zanim słońce schowa się pod tym mostem zatrzymaj
środa, 10 listopada 2010
dwudzielnie
w kolejnej fazie
ten krasnal przyszedł do mnie
powiedział teraz musisz wybrać
chciałam brać więc poszłam na molo
ptaki kreśliły po niebie
a mnie kusił kamień
bo pamiętał jak jest być kroplą złotej krwi drzewa
a ja nie pamiętałam jak jest być łzą na twoim stygnącym ciele
ale wybrałam niech otworzy się morze
a on na to
że to nie dla mnie
ślizgaj się po powierzchni dryfuj mały stateczku
a jak kogoś pokochasz to zrobisz
jego laleczkę i przekłujesz tu i tu
jak mam ci wytłumaczyć kiedy mnie obudzisz
że takiej miłości też się można nauczyć
ten krasnal przyszedł do mnie
powiedział teraz musisz wybrać
chciałam brać więc poszłam na molo
ptaki kreśliły po niebie
a mnie kusił kamień
bo pamiętał jak jest być kroplą złotej krwi drzewa
a ja nie pamiętałam jak jest być łzą na twoim stygnącym ciele
ale wybrałam niech otworzy się morze
a on na to
że to nie dla mnie
ślizgaj się po powierzchni dryfuj mały stateczku
a jak kogoś pokochasz to zrobisz
jego laleczkę i przekłujesz tu i tu
jak mam ci wytłumaczyć kiedy mnie obudzisz
że takiej miłości też się można nauczyć
niedziela, 17 października 2010
juanitki
XXX
nie chce się zamknąć
uruchom ponownie
taki system
a tu nie wolno się oglądać za siebie
i bezpieczniej nie rzucać kamieniami
lepiej w jakiegoś pana merdać ogonem
wtedy on całą winę przyjmie na siebie
a za surreconnectem
wciąż spacerują po niebie chmury zwierząt
fotografujesz mnie mrugnięciem oka
przy czym zapala się drugie niebo
tiger tiger burning bright
bez przysłony bezwstydnie
rozszerzam źrenice by połknąć cię absolutnie cię połknąć
rozszczepiam się dopiero o twoje rzęsy których nie pamiętam
sąsiedzi musieli utonąć już dawno temu
pływają po powierzchni i nikt nie zakręca wody
a u mnie falują firanki
wybrzmiewają twoje ubrania w szafach
dryfują ostatnie myśli zanim
stanę się rzeczą pod wodą
i przestanę to odbierać personalnie
zwijam żagle i idę na górę
popytać jak się przechodzi przez to na sucho
XXX
XXX
posłuszna
zanim zamkniesz drzwi obiecuję
że utrzymam się na kruchych gałęziach nocy
i rano w oczy pozwolę ci odczytać moje
sny pomiędzy chcę a mogę
zagrać z tobą w cztery kąty
z każdego wyjdę inna
piąty i tak rozpozna mnie we mnie
tak teraz
możesz mnie teraz przesypać przez palce
zasiać tam gdzie posadzilibyśmy domek
taką obcą taki nieobecny
***
sny malarzy - sny poetów : tryptyk Bosha (kakofonie i bełkoty:)
Wiem, że mnie prowadzisz do śmierci, wspólnego miejsca żyjących (Hiob 30,23)
pójdzie od lewej
zobaczysz jak się zaczyna kiedy się tak kończy
nie ma tu ptaków
wybrzmiewa za to bez końca requiem dla ciała
precyzyjnie jak ostrze skalpela oferują
lekarzy instruktażowe wycieczki do wnętrza brzucha
więc zostaje mu drgający słup powietrza – temat ewy na flet sprzeczne
z rozsądkiem proszę pana dmuchać
kiedy jest się tylko domkiem z kości
mówisz mieszkała we mnie supersymetria
teraz jestem struną harfolutni
w poprzednim wymiarze
nie było tak bardzo lepiej
jednak lubił dzień skrzeczący kolorami papuzich piórek
wskoczyć w tęczową kulę w inną konstelację ciał
konfigurację z inną aż
rozproszyłaś mu się w dziesiątki krzywizn
które definiuje szukając tego czego
tego smaku słodko gorzkiego tego źródła
czasem jest gorzej wtedy zamyka się w błękitnej kuli
i wypuszcza na wodę
mówisz być ptakiem
koralikiem oka rozliczać z przesady
do tego zmierzam
na początku był kontekst
on nieograniczony ty niesamoistny
ona prezent umykający wzrokiem wymknijmy się
wypuśćmy spojrzenia na zwiady poślijmy dłonie
podzielmy się słodko gorzko owocem
co rano rozszczepiajmy sny
i sczytujmy z siebie runy czasu
teraz wymknijmy się
okolicznościom przeżyjmy naszą historię
zanim kot opowie ptaki rozniosą ją po swojemu
nie chce się zamknąć
uruchom ponownie
taki system
a tu nie wolno się oglądać za siebie
i bezpieczniej nie rzucać kamieniami
lepiej w jakiegoś pana merdać ogonem
wtedy on całą winę przyjmie na siebie
a za surreconnectem
wciąż spacerują po niebie chmury zwierząt
fotografujesz mnie mrugnięciem oka
przy czym zapala się drugie niebo
tiger tiger burning bright
bez przysłony bezwstydnie
rozszerzam źrenice by połknąć cię absolutnie cię połknąć
rozszczepiam się dopiero o twoje rzęsy których nie pamiętam
sąsiedzi musieli utonąć już dawno temu
pływają po powierzchni i nikt nie zakręca wody
a u mnie falują firanki
wybrzmiewają twoje ubrania w szafach
dryfują ostatnie myśli zanim
stanę się rzeczą pod wodą
i przestanę to odbierać personalnie
zwijam żagle i idę na górę
popytać jak się przechodzi przez to na sucho
XXX
XXX
posłuszna
zanim zamkniesz drzwi obiecuję
że utrzymam się na kruchych gałęziach nocy
i rano w oczy pozwolę ci odczytać moje
sny pomiędzy chcę a mogę
zagrać z tobą w cztery kąty
z każdego wyjdę inna
piąty i tak rozpozna mnie we mnie
tak teraz
możesz mnie teraz przesypać przez palce
zasiać tam gdzie posadzilibyśmy domek
taką obcą taki nieobecny
***
sny malarzy - sny poetów : tryptyk Bosha (kakofonie i bełkoty:)
Wiem, że mnie prowadzisz do śmierci, wspólnego miejsca żyjących (Hiob 30,23)
pójdzie od lewej
zobaczysz jak się zaczyna kiedy się tak kończy
nie ma tu ptaków
wybrzmiewa za to bez końca requiem dla ciała
precyzyjnie jak ostrze skalpela oferują
lekarzy instruktażowe wycieczki do wnętrza brzucha
więc zostaje mu drgający słup powietrza – temat ewy na flet sprzeczne
z rozsądkiem proszę pana dmuchać
kiedy jest się tylko domkiem z kości
mówisz mieszkała we mnie supersymetria
teraz jestem struną harfolutni
w poprzednim wymiarze
nie było tak bardzo lepiej
jednak lubił dzień skrzeczący kolorami papuzich piórek
wskoczyć w tęczową kulę w inną konstelację ciał
konfigurację z inną aż
rozproszyłaś mu się w dziesiątki krzywizn
które definiuje szukając tego czego
tego smaku słodko gorzkiego tego źródła
czasem jest gorzej wtedy zamyka się w błękitnej kuli
i wypuszcza na wodę
mówisz być ptakiem
koralikiem oka rozliczać z przesady
do tego zmierzam
na początku był kontekst
on nieograniczony ty niesamoistny
ona prezent umykający wzrokiem wymknijmy się
wypuśćmy spojrzenia na zwiady poślijmy dłonie
podzielmy się słodko gorzko owocem
co rano rozszczepiajmy sny
i sczytujmy z siebie runy czasu
teraz wymknijmy się
okolicznościom przeżyjmy naszą historię
zanim kot opowie ptaki rozniosą ją po swojemu
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)